Australijski czas snu
Przesypiamy prawie połowę naszego życia. Każdej doby na kilka godzin wyłączamy naszą świadomość i popadamy, co jest naukową zagadką, w stan zawieszenia. Czasem myślimy – jak dobrze byłoby nie spać, mieć te parę godzin więcej na działanie, na nadrobienie zaległości. Nic bardziej błędnego – sen to okno ku odmiennej rzeczywistości, śniąc nasz umysł wyrusza w daleką podróż w niezbadane światy naszego mózgu, jako trop pozostawiając nam jedynie z rzadka zapamiętane sny… Kto wie zresztą, która rzeczywistość jest bardziej realna, ta na jawie czy ta we śnie…
Na Ziemi istnieje cały kontynent, który już u podstaw swej egzystencji zanurzony jest we śnie. To Australia, czerwona, rozpalona święta ziemia Aborygenów. Prawdopodobnie około 40 do 70 tysięcy lat temu przybyli oni tu z wysp Azji Południowo – Wschodniej, by przez następne tysiąclecia poznawać ją, zrozumieć i stać się jej częścią. Niestety, wywołana „gorączką złota” kolonizacja europejska, która nastąpiła w XIX wieku nieomal doprowadziła do wyginięcia rdzennych Australijczyków. Trudna do wyobrażenia arogancja białego człowieka spowodowała, że dopiero w połowie lat 60 – tych XX wieku Aborygeni wykreśleni zostali z oficjalnej „Księgi Flory i Fauny” i uznani za ludzi, stworzenia posiadające wolną wolę, zdolność logicznego myślenia oraz tzw. wyższą świadomość.
Tymczasem czego jak czego, ale wyższej świadomości temu tak przez wieki poniżanemu ludowi nie brakuje. To do czego my mamy dostęp jedynie w sposób niekontrolowany, we śnie, jest częścią ich codziennego życia w każdym jego aspekcie. Szacuje się, że najstarsze istniejące od 50 tysięcy lat przekazy ustne to legendy Aborygenów opisujące tzw. „Czas Snu”.
„Czas Snu” to okres sacrum, baśniowy czas „dawno, dawno temu”, kiedy totemiczne byty duchowe dokonały stworzenia świata. Najważniejszą jego cechą jest to, że według wierzeń Aborygenów on wciąż istnieje i można się do niego dostać, a także porozumieć z wypełniającymi go duchami. Mamy więc dwie formy czasu, dwa równolegle istniejące strumienie aktywności – rzeczywistość obiektywną i „Czas Snu”.
Nieustanny kontakt z „Czasem Snu” utrzymywany jest poprzez rytuały inicjacji, śpiew i taniec, opowiadanie historii czy też wykonywanie nowych i odnawianie starych malowideł i rytów naskalnych. Wierzy się też, że każdy członek społeczności aborygeńskiej istnieje jednocześnie w rzeczywistości ziemskiej i w „Czasie Snu”. Co więcej, istniał tam przed narodzeniem i istnieć będzie po śmierci. Kiedy matka poczuje po raz pierwszy ruch dziecka w swoim łonie, oznacza to, że dotknął go duch ziemi, na której właśnie się znajdują. Jeszcze ważniejsze jest miejsce gdzie dojdzie do narodzin – od tej chwili dziecko na zawsze będzie w duchowej z nim relacji.
Gdy następnym razem zdarzy nam się niezwykły, kolorowy sen, pełen ukrytych znaczeń i nieznanych symboli, nie zbywajmy go śmiechem, nie bagatelizujmy. Być może właśnie dotknęliśmy równoległej rzeczywistości, naszego „Czasu Snu” od którego się odwróciliśmy.
Źródło: terra-aventura.pl



