Waldek1984.info

5Mar/109

I.G. FARBEN wkracza na polski rynek

Koalicja "Polska wolna od GMO" jest zbulwersowana decyzją Komisji Europejskiej o dopuszczeniu do uprawy w państwach wspólnoty ziemniaka genetycznie zmodyfikowanego.

Zdaniem Anny Szmelcer zaskakujący jest pośpiech Komisji, która zdecydowała o zgodzie na uprawę ziemniaka Amflory niemieckiej firmy BASF w pierwszym miesiącu urzędowania. Wcześniej zmodyfikowany ziemniak czekał na zgodę Brukseli prawie 12 lat. Już pojawiają się komentarze, że nowa Komisja bardzo szybko uległa lobby przemysłowemu.

- To efekt lobbingu koncernów biochemicznych - uważa Szmelcer. Działaczka organizacji "Polska wolna od GMO" podkreśliła, że badania na ten temat są mało wiarygodne. Zaznacza, że dużo badań naukowych jest finansowanych przez wielkie korporacje, które w związku z tym liczą na odpowiednie wyniki prac naukowców.

Anna Szmelcer uważa, że dopiero za wiele lat odczujemy niekorzystne dla zdrowia efekty spożywania żywności genetycznie zmodyfikowanej. Jej zdaniem GMO to nieodpowiedzialny eksperyment, a wciąż nie odpowiedziano na wiele pytań dotyczących wpływu organizmów modyfikowanych genetycznie na człowieka.

Dotychczasowe badanie opinii publicznej pokazują, że Polacy są w większości przeciwni dopuszczaniu na nasz rynek żywności genetycznie zmodyfikowanej.

Wczorajsza decyzja Komisji oznacza, że wszystkie kraje, nawet te niechętne produktom GMO, takie jak Polska, będą musiały zezwolić na uprawę zmodyfikowanego ziemniaka. Wyjściem z sytuacji jest jeszcze wprowadzenie tak zwanej klauzuli ochronnej, ale to bardzo trudna i długa procedura.

Źródło: newworldorder.com.pl, wp.pl

Filed under: Żywność 9 Comments
4Mar/103

Wolność słowa a jakość debaty publicznej w Polsce czyli ”Rok 1984” Bis

Za komuny malowano na ścianach hasło: "Telewizja kłamie"
- czy coś się od tamtych czasów zmieniło?

Część 1

Część 2

Filed under: Media, Żywność 3 Comments
2Mar/1012

Bill Gates: celem szczepionek jest depopulacja

Dosyć szokujące słowa padające z ust Bill Gates'a wygłoszone w prezentacji TED, w których otwarcie stwierdza:

"The world today has 6.8 billion people. That's heading up to about nine billion. Now if we do a really great job on new vaccines, health care, reproductive health services, we could lower that by perhaps 10 or 15 percent."

tłum.: "Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent."

Widać też, że w momencie w którym mówi jaki czynnik wypadałoby zmniejszyć do zera, aby wyeliminować emisję CO2, z cynicznym uśmieszkiem ma na myśli P, czyli People... ludzie.

Źródło: goldbug

28Feb/106

Jedzenie ma Znaczenie

Mottem filmu są słowa Hipokratesa, ojca współczesnej medycyny: "Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem".

"Przysięga Hipokratesa" jest do dziś składana przez współczesnych lekarzy. Ale od czasów Hipokratesa nasze podejście do leczenia chorób się zmieniło...

Współcześni lekarze są bardzo słabo, o ile w ogóle, szkoleni z dietetyki. Nowoczesna medycyna obraca się wokół "pigułki na wszystko". I taki stan rzeczy przemysł farmaceutyczny chce utrzymać, bo dobre zdrowie jest może sensowne, ale nie jest dochodowe.

Choroby serca i rak to dwa główne powody przedwczesnej śmierci mieszkańców krajów zachodnich. Na trzecim miejscu są zgony z powodu błędów lekarskich i niepożądanych reakcji na leki. Skoro więc sama medycyna jest groźniejsza niż większość schorzeń, może warto przypomnieć maksymę, którą znają wszystkie kultury świata: "Jesteś tym, co jesz" i uświadomić sobie, że to, co wkładamy do ust ma znaczenie: jest albo doskonałym, "paliwem" dla ciała, albo kolejnym gwoździem do naszej trumny...

24Feb/106

Już zarobiliśmy, pandemię można odwołać

Świńska grypa to świńskie pieniądze. Lobbyści, korupcja, przemysł farmaceutyczny. Polska się przed tym jakoś obroniła. Być może dlatego, że szczepionki na tyle drogie, iż polskiego rządu nie było na nie stać - w przeciwieństwie do krajów zachodnich.

17Feb/100

GMO: naukowcy na łasce koncernów, społeczeństwo na łasce mediów

Oficjalna propaganda głosi, że GMO jest bezpieczne i zdrowe oraz dokładnie przebadane. Tymczasem naukowcy protestują, że nie wolno im prowadzić badań nad GMO.

Debata z kneblem w ustach

W polskim Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy “Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych”, trwa też społeczna debata. Konsumenci są sceptyczni, naukowcy akcentują potrzebę stosowania się do zasady przezorności (ang. precautionary principle), rolnicy tradycyjni i ekologiczni martwią się o swoją przyszłość. Za uprawami GMO opowiadają się wielkoprzemysłowe organizacje producenckie i niektórzy biotechnolodzy – wspierani bardzo silnie przez tak zwane “opiniotwórcze” media.

Osobiście zetknęłam się z tym, jak media blokują i filtrują informacje. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia, jak można było – po półtoragodzinnej konferencji prasowej, na której czterech naukowców tłumaczy potencjalne zagrożenia – napisać, że „ekolodzy protestowali przeciwko GMO”. Nie mogę również zrozumieć, jak to się dzieje, że podczas gdy na wysłuchaniu publicznym w Sejmie przynajmniej 10 osób z tytułami naukowymi wyraża się krytycznie o otwarciu Polski na uprawy GMO – media ten fakt całkowicie przemilczają. Cytują za to wiernie niejakiego „króla kukurydzy”, Tadeusza Szymańczaka, który głosi takie prawdy objawione: “Myślałem, że organizacje ekologiczne przedstawią badania nt. szkodliwości. Takich badań nie ma, a podnoszenie mitu do faktu jest kłamstwem” . O Szymańczaku zaś pisze bez ogródek internauta na forum Pierwszego Portalu Rolnego „To nie król kukurydzy, to Polak kupiony przez Monsanto”…

Jak to z GMO było

Genetycznie modyfikowane uprawy i żywność zostały dopuszczone na rynek w USA zanim naukowcy zdołali dokładnie przebadać ich wpływ na zdrowie i środowisko naturalne. Stało się tak m.in. dlatego, że lobbyści zadbali, aby procedury formalno-prawne nie były zbyt skomplikowane. Proces legislacyjny oparto o teorię „zasadniczej równoważności” odmian tradycyjnych i transgenicznych. Założono, że GM i naturalne odmiany roślin różnią się tylko i wyłącznie obecnością transgenu i są pod każdym innym względem „zasadniczo równoważne”, czyli takie same. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi, dopuszczenie odmian GMO do obrotu nie wymaga przeprowadzenia klasycznych badań toksykologicznych, tak jak w przypadku każdej innej substancji, która ma być dodawana do żywności. To ciekawostka, o której mało kto wie, a o której media – oczywiście – nie wspominają.

GMO: naukowcy na łasce koncernów

Nie tylko w Polsce media są piewcami agrotechniki i tzw. zielonej biotechnologii. Jak pisze zeszłoroczny Scientific American, powszechnie jesteśmy karmieni takimi sloganami: „Postęp w agrotechnice uczynił rolnictwo bardziej wydajnym niż kiedykolwiek wcześniej. Farmerzy otrzymują większe plony i są w stanie wykarmić więcej ludzi.” I tak dalej, bez końca. Jednak, jak zauważa Scientific American – nie da się zweryfikować, czy odmiany GM są tak wspaniałe jak głosi reklama. A to dlatego, że koncerny agrotechniczne blokują badania, które chcieliby prowadzić niezależni naukowcy.

Kupując GM ziarno siewne, klient musi podpisać umowę, która ogranicza możliwości wykorzystania ziarna. I słusznie – chroni to bowiem przed “kopiowaniem” ulepszeń genetycznych, które decydują o wyjątkowości tej odmiany. Ale firmy agrotechniczne takie jak Monsanto, Pioneer i Syngenta poszły dalej: pod groźbą procesu sądowego naukowcy nie mogą prowadzić badań, porównując jak sprawują się GM ziarna w różnych warunkach polowych. Nie mogą też porównać nasion jednej firmy z nasionami innej. I, co pewnie najważniejsze – nie mogą badać, czy GM uprawy nie prowadzą do niezamierzonych efektów ubocznych w środowisku naturalnym.

Oczywiście, w czasopismach naukowych stale ukazują się wyniki badań nad GM roślinami i żywnością. Ale tylko badania zaaprobowane przez koncerny. W wielu przypadkach, doświadczenia, które miały początkowo zgodę od firm nasiennych, zostały później zablokowane, ponieważ wyniki nie były “satysfakcjonujące”. “Wiedzcie, że wielekroć to nie jest jedynie zwykła odmowa wykonywania niektórych doświadczeń, ale to są zgody i odmowy wybiórczo przydzielane na podstawie dokonanej przez przemysł oceny na ile ”przyjazny” czy też “krytyczny” wobec biotechnologii może się okazać dany naukowiec – mówi Elson J. Shields, entomolog z Uniwersytetu Cornell w oficjalnym liście protestacyjnym do Agencji Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency, EPA).

Shields jest rzecznikiem grupy 24 naukowców specjalizujących się w dziedzinie szkodników upraw kukurydzy, którzy sprzeciwiają się takim praktykom. Ponieważ naukowcy ci obawiają się, że nie dostaną zgody na dalsze badania, większość z nich zachowuje anonimowość. Niemniej grupa wysłała swoje stanowisko do EPA w proteście przeciwko ograniczaniu możliwości badań.

Jak pisze Scientific American, byłoby wielce niepokojące, gdyby jakakolwiek inna firma chciała ograniczać niezależne badania swoich wyrobów i publikację wyników. Wyobraźmy sobie na przykład, że firmy motoryzacyjne zabraniają wykonywania testów zderzeniowych i publikowania wyników czasopismach konsumenckich. Ale kiedy naukowcy mają ograniczone prawo badania surowców istotnych w łańcuchu żywieniowym, i roślin, które pokrywają znaczącą cześć naszych pól uprawnych – te restrykcje zaczynają być niebezpieczne – piszą wydawcy Scientific American. I konkludują: Koncerny powinny natychmiast znieść ograniczenia dla badań naukowych, a EPA powinna zastrzec, że niezależni naukowcy muszą mieć otwarty dostęp do wszystkich odmian znajdujących się na rynku. Rewolucja biotechnologiczna to zbyt ważna sprawa, aby mogła być trzymana za zamkniętymi drzwiami.

Nature Biotechnology: w wielkiej tajemnicy

Jak pisze Emily Waltz w Nature Biotechnology z 2009 r. – nie jest tajemnicą, że przemysł zbożowy jest na tyle potężny, że potrafi kształtować informację medialną na temat GMO. To koncerny decydują kto i jak może badać GMO.

Koncerny nasienne mogą odmówić zgody na badania pod dowolnym pozorem, mówi Paul Gepts, genetyk roślin z University of California. W 2002 roku Gepts chciał prowadzić badania nad skażeniem genetycznym kukurydzy w Meksyku, po tym, jak Ignacio Chapela wykazał obecność transgenów w rodzimych odmianach hodowanych przez lokalnych rolników w tej kolebce kukurydzy. Poprosił trzy koncerny o próbki nasion transgenicznych. Monsanto dała mu… próbkę mączki kukurydzianej, z odmiany uprawianej w Europie, firma Pioneer - nie miała „odpowiedniego materiału” do badań, a przedstawiciel Syngenty poradził, aby nawiązać współprace z rządem meksykańskim, który prowadzi podobne badania. Inny naukowiec chciał porównać, jak sprawują się odmiany kukurydzy odpornej na szkodniki produkowane przez trzy koncerny. W 2007 roku uzyskał od nich próbki ziarna siewnego, ale już w 2008 rzecznik Syngenty powiedział, że firma zdecydowała, że „nie będzie się angażować w badania porównawcze”.

Występując o zgodę na badania, naukowiec musi przedstawić firmie szczegóły planowanego eksperymentu. Nie zawsze chce to zrobić, choćby dlatego, że to pozwala firmie już zawczasu przygotować argumentację i atak na wypadek – gdyby nie spodobały się wyniki. Kiedy uda się jednak uzgodnić kształt eksperymentu, następują dalsze negocjacje. I na tym etapie często się one załamują – kiedy koncern chce ograniczyć prawo do publikacji lub kontrolować jej kształt. Kiedy bowiem naukowiec prowadzi badania finansowane z publicznych pieniędzy – badania pozostają własnością publiczną i muszą zostać opublikowane – nie można więc podpisywać zobowiązań do utrzymania wyników w tajemnicy.

Naukowiec może więc ostatecznie zrobić trzy rzeczy – może zaniechać badań, i wielu tak robi, może też zmienić protokół doświadczalny tak, aby uzyskać akceptację koncernu (nie koniecznie z korzyścią dla planowanych doświadczeń), albo – może łamać prawo… i wykonywać badania bez zezwoleń.

Gdzie są dowody?

Zdarza się, że badacze uniwersyteccy zgłaszają zastrzeżenia do agencji odpowiedzialnych za dopuszczenie na rynek GM odmian uprawnych. W 2001 Pioneer pracował nad kukurydzą Cry34Ab1/Cry35Ab1, odporną na szkodniki. Kilku laboratoriom uniwersyteckim zlecono badania nad potencjalną toksycznością w odniesieniu do biedronki. Badacze stwierdzili, że blisko 100 % larw karmionych GM roślinami, ginie w ósmym dniu cyklu rozwojowego. Firma zabroniła publikacji tych wyników – mówi naukowiec, który zastrzega sobie anonimowość. Dwa lata później Pioneer wprowadził na rynek odmianę kukurydzy zawierającą tę samą kombinację toksyn Cry, ale w danych dostarczonych EPA nie było żadnej wzmianki o potencjalnej toksyczności. W badaniach przedstawionych EPA pokazano wyniki karmienia larw toksyną – ale przez 7 a nie 8 dni. W innym eksperymencie karmiono larwy o połowę obniżoną dawką pyłku zawierającego toksyny Cry – i znowu nie zaobserwowano efektu letalnego. Urzędnicy EPA zostali poinformowani, że badania przedstawione przez Pioneera są zmanipulowane, ale – nie zdecydowali się podjąć działań wyjaśniających – ponieważ informacja została przekazana anonimowo…

Niech podsumowaniem stanu wiedzy na temat bezpieczeństwa GM roślin i żywności niech będą słowa hiszpańskiego naukowca Jose Domingo, który po dokonaniu przeglądu dostępnej literatury podkreśla, jak niewiele jest badań toksykologicznych. Stwierdza on dosłownie, że konkluzją jego analizy może być pytanie: Gdzie właściwie są naukowe dowody, że żywność genetycznie modyfikowana jest tak bezpieczna, jak tego dowodzą firmy biotechnologiczne?

Autor: Katarzyna Lisowska
Źródło: www.doorg.info

Filed under: Żywność No Comments
17Feb/100

Apel Polskiej Akademii Nauk w sprawie szkodliwości GMO

Komitet Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk (PAN) wystosował bezprecedensowy apel w sprawie zagrożenia zdrowia i środowiska ze strony GMO. Eksperci PAN wskazują na realne zagrożenie bioróżnorodności Polski ze strony wprowadzanych do środowiska organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO).

Uwalnianie tego typu organizmów do środowiska może wywołać bardzo poważne i dalekosiężne konsekwencje, których ostateczne rozmiary mogą okazać się daleko bardziej groźne niż dające się obecnie przewidzieć - czytamy w apelu wystosowanym przez najlepszych polskich specjalistów ochrony środowiska. W połowie lat dziewięćdziesiątych zespół Dr Árpáda Pusztaia ze Szkocji stwierdził, że modyfikowane genetycznie ziemniaki szkodziły nie tylko mszycom (do czego zostały zaprojektowane), ale także wielu innym organizmom, w tym pożytecznym owadom, jak biedronka dwukropka, która w naturze kontroluje populacje mszyc. Co jeszcze bardziej niepokojące, dieta oparta na modyfikowanych ziemniakach hamowała wzrost szczurów laboratoryjnych, zwłaszcza jeśli bazowały na niej przez dłuższy czas, zaburzała prawidłowy rozwój kluczowych organów wewnętrznych i osłabiała układ odpornościowy.

Herbicydy same w sobie stanowią ogromne źródło chemicznych zanieczyszczeń środowiska - ich pozostałości spotykamy w żywności, glebie oraz wodzie. Środki te przyczyniły się do zmniejszenia różnorodności biologicznej. Wysiew i sadzenie roślin modyfikowanych genetycznie - uodpornionych na herbicydy zwiększy ilości zużywanych środków chwastobójczych. W związku z tym, że będą one niszczyć tylko chwasty, nie zaś uprawy, rolnicy będą mogli stosować herbicydy albo w większych ilościach, albo o większej toksyczności. Jedynie uprawy odporne na działanie środków chwastobójczych mogą przetrwać kontakt z takimi herbicydami, uprawy, które nie zostały poddane manipulacjom genetycznym skazane byłyby na wyginięcie.

Eksperci Polskiej Akademii Nauk podkreślają też spowodowany szkodliwością GMO zdecydowany odwrót w ostatnim czasie od prób wprowadzenia GMO oraz zakaz uprawy roślin genetycznie modyfikowanych w najbardziej rozwiniętych krajach Europy (m. in. Niemcy, Francja, Austria czy Szwajcaria). Jednocześnie PAN zwróca uwagę na proceder wprowadzania na coraz większą skalę nielegalnych roślin genetycznie modyfikowanych w Polsce i to mimo obowiązywania całkowitego zakazu takich upraw; brak sprzeczny z przepisami unijnymi brak wystarczających procedur zabezpieczających. Ewenementem w skali europejskiej jest też wykazany w kontroli NIK brak nadzoru ze strony odpowiednich służb i urzędów oraz bezkarność osób i instytucji naruszających rygorystyczne dotychczas w tej kwestii prawo, a także całkowite nieprzygotowanie Polski do kontroli upraw GMO.

Apel PAN zbiega się w czasie z ogłoszeniem wyników badań naukowców francuskich pod kierownictwem prof. Gilles-Erica Seraliniego: nie ma już żadnych wątpliwości - GMO jest szkodliwe dla ludzi i zwierząt - objawy zatrucia mają w Ameryce Południowej już rozmiary epidemii wśród robotników rolnych pracujących przy uprawach GMO. Chodzi tu o poronienia i trudności z donoszeniem ciąży.

Prof. Seralini uważa, że dotychczasowa praktyka utajniania badań wpływu GMO na zdrowie ludzi jest niedopuszczalna: Mamy do czynienia z zaskakującą sytuacją, w której na początku XXI wieku wielka korporacja atakuje rząd europejskiego państwa za to, że upublicznia się wyniki badań krwi szczurów laboratoryjnych karmionych GMO, dla mnie osobiście jest to wielki skandal naukowy - mówi Przewodniczący Wydziału Biologii Molekularnej Uniwersytetu w Caen prof. Seralini.

Źródło: ekologia.re.pl

Filed under: Żywność No Comments
14Feb/106

GMO – ustawowe oszustwo

FNBG prezentuje całość konferencji prasowej w PAP z dnia 08.02.2010r. Konferencja dotyczyła stanowiska koalicji Polska wolna od GMO w sprawie proponowanej przez PO ustawy o GMO.


Lista odtwarzania

Filed under: Polska, Żywność 6 Comments
8Feb/103

Gary Null – Przesłuchanie w sprawie szczepionek

Gary Null jest wiodącym ekspertem w dziedzinie zdrowia, prawnikiem medycznym, dziennikarzem śledczym, dokumentalistą filmowym w dziedzinie medycyny. Od ponad 35 lat Gary Null staje twarzą w twarz z najbardziej skorumpowanymi koncernami farmaceutycznymi i organizacjami zajmującymi się zdrowiem.

Przesłuchanie w sprawie szczepionek - Nowy Jork 13.10.2009

Filed under: Szczepienia 3 Comments
23Jan/102

Nastolatka straciła wzrok po Tamiflu

19-letnia Brytyjka Samantha Millard źle się czuła i zadzwoniła na infolinię National Health Services, obawiając się, że mogła złapać wirusa A/H1N1, powodującego tzw. świńską grypę. Na infolinii doradzono jej, by wzięła Tamiflu. Po trzech tabletkach specyfiku i 72 godzinach dziewczyna leżała już w szpitalu, podłączona do aparatury podtrzymującej życie.

Po wzięciu feralnych tabletek Samantha Millard z Bicester (Oxfordshire) spędziła w szpitalu miesiąc, walcząc o życie po tym, jak rozwinęły się u niej dwie wyjątkowo groźne choroby, będące odmianą rumienia wielopostaciowego: zespół Stevensa-Johnsona i toksyczna nekroliza naskórka, które to spowodowały utratę wzroku i spełzanie dużych fragmentów jej skóry.

Po przeprowadzonych w szpitalu badaniach okazało się, że Samantha nigdy nie miała kontaktu z wirusem grypy A/H1N1. Ludzie z tej infolinii skrzywdzili moją córkę – cytuje serwis "Daily Mail" wypowiedź matki, 42-letniej Debbie Van Horenbeeck. – Kiedy powiedzieli jej, że ma świńską grypę, nie poinformowali jej o tym, że mogą nastąpić powikłania. Rząd stwierdził, że powinniśmy to brać, jeśli złapiemy świńską grypę.

Nastolatka wzięła tylko trzy z dziesięciu tabletek Tamiflu. Już po tej dawce dostała czerwonej wysypki, a w ciągu kolejnych godzin ciało pokryły pęcherze – tak, że aby je leczyć, trzeba było zgolić długie włosy dziewczyny.

Jak oceniają lekarze, leczenie Samanthy może zająć około dwóch lat. Nie jest jednak pewne, czy kiedykolwiek odzyska wzrok. Teraz, choć jej stan się poprawia, wciąż musi mieć zasłonięte oczy, musi wpuszczać krople co godzinę i osłaniać twarz przed słońcem.

W zeszłym roku brytyjskie media odkryły, że w niektórych infoliniach dla osób chorych na grypę "fachowych" informacji udzielały 16-letnie osoby, które przeszły zaledwie trzygodzinne szkolenie.

Źródło: gadu-gadu.pl