Waldek1984.info

24Feb/106

Już zarobiliśmy, pandemię można odwołać

Świńska grypa to świńskie pieniądze. Lobbyści, korupcja, przemysł farmaceutyczny. Polska się przed tym jakoś obroniła. Być może dlatego, że szczepionki na tyle drogie, iż polskiego rządu nie było na nie stać - w przeciwieństwie do krajów zachodnich.

23Jan/102

Nastolatka straciła wzrok po Tamiflu

19-letnia Brytyjka Samantha Millard źle się czuła i zadzwoniła na infolinię National Health Services, obawiając się, że mogła złapać wirusa A/H1N1, powodującego tzw. świńską grypę. Na infolinii doradzono jej, by wzięła Tamiflu. Po trzech tabletkach specyfiku i 72 godzinach dziewczyna leżała już w szpitalu, podłączona do aparatury podtrzymującej życie.

Po wzięciu feralnych tabletek Samantha Millard z Bicester (Oxfordshire) spędziła w szpitalu miesiąc, walcząc o życie po tym, jak rozwinęły się u niej dwie wyjątkowo groźne choroby, będące odmianą rumienia wielopostaciowego: zespół Stevensa-Johnsona i toksyczna nekroliza naskórka, które to spowodowały utratę wzroku i spełzanie dużych fragmentów jej skóry.

Po przeprowadzonych w szpitalu badaniach okazało się, że Samantha nigdy nie miała kontaktu z wirusem grypy A/H1N1. Ludzie z tej infolinii skrzywdzili moją córkę – cytuje serwis "Daily Mail" wypowiedź matki, 42-letniej Debbie Van Horenbeeck. – Kiedy powiedzieli jej, że ma świńską grypę, nie poinformowali jej o tym, że mogą nastąpić powikłania. Rząd stwierdził, że powinniśmy to brać, jeśli złapiemy świńską grypę.

Nastolatka wzięła tylko trzy z dziesięciu tabletek Tamiflu. Już po tej dawce dostała czerwonej wysypki, a w ciągu kolejnych godzin ciało pokryły pęcherze – tak, że aby je leczyć, trzeba było zgolić długie włosy dziewczyny.

Jak oceniają lekarze, leczenie Samanthy może zająć około dwóch lat. Nie jest jednak pewne, czy kiedykolwiek odzyska wzrok. Teraz, choć jej stan się poprawia, wciąż musi mieć zasłonięte oczy, musi wpuszczać krople co godzinę i osłaniać twarz przed słońcem.

W zeszłym roku brytyjskie media odkryły, że w niektórych infoliniach dla osób chorych na grypę "fachowych" informacji udzielały 16-letnie osoby, które przeszły zaledwie trzygodzinne szkolenie.

Źródło: gadu-gadu.pl

5Jan/101

AIDS – naukowe oszustwo

Fragment programu z telewizji greckiej. U pani Pani Marii Papagiannidou stwierdzono w 1985 roku HIV. Przez długie lata zażywała AZT i wskutek tego miała silne objawy chorobowe. Sama się dziwi, że nie zmarła wskutek tych ciężkich dolegliwości. Jak przestała brać AZT objawy zaczęły ustępować...

Filed under: Farmaceutyka 1 Comment
4Jan/102

Jak koncerny farmaceutyczne korumpują lekarzy

Polacy są w europejskiej czołówce pod względem liczby przyjmowanych leków. Przodujemy głównie w zażywaniu leków bez recepty. Nic więc dziwnego, że apteki przypominają supermarkety, w których nawet fartuchy aptekarzy służą reklamie. Firmy farmaceutyczne walczą o nasze pieniądze nie tylko w aptekach. Rzesze przedstawicieli medycznych stale wizytują gabinety lekarskie. To, że nie wszyscy przedstawiciele stosują się do obowiązującego prawa, ujawnił specjalny raport na temat relacji między lekarzami, a przedstawicielami firm farmaceutycznych.


Uwaga! TVN - jak koncerny farmaceutyczne korumpują lekarzy
Załadowane przez: Waldek1984. - Obejrzyj najnowsze wideo

.
Źródło: Uwaga TVN

Filed under: Farmaceutyka 2 Comments
15Dec/091

Wielka Farmacja

Czy zastanawiałeś się dlaczego dzisiejszy przemysł formacyjny przejawia chęć tylko wygenerowania zysku, a nie prawdziwej pomocy?
Dlaczego traktują nas jak zwykły rynek zbytu... nic więcej? Dlaczego konstrukcja leczenia jest tak pogmatwana? Recepty, kolejki, prośby, zwątpienie...a nawet łapówki, aby wykonali to, co przyrzekali dla ratowania innego człowieka?
Dlaczego korporacje farmaceutyczne stały się tak potężne, że przeniknęły do władz państwa, doradzają, tworzą sami sobie badania na swoje leki, narzucają swoją wolę poprzez zmanipulowaną Światową Organizację Zdrowia?


Medycyna jakiej nie znacie - Wielka Farmacja
Załadowane przez: Waldek1984. - Co minutę najnowsze wideo
Filed under: Farmaceutyka 1 Comment
10Dec/090

Wątpliwa skuteczność Tamiflu

Tamiflu, lek na grypę A/H1N1, wcale nie jest tak skuteczny, jak zachwalają go producenci? Brytyjska telewizja Channel 4 wspólnie z dziennikarzami z "British Medical Journal" wzięła pod lupę popularny lek na grypę. Producent nie udostępnił im dokumentacji badań nad lekiem, a naukowcy nie znaleźli innych dowodów na skuteczność leku i nabrali wątpliwości.

Producent leku, firma Roche, twierdzi, że Tamiflu skraca hospitalizację chorych nawet do 60 proc. Roche twierdzi także, że badania, na których oparł swoje wyniki, są "solidne". Przeprowadził je szwajcarski naukowiec prof. Laurent Kaiser i Roche właśnie na jego wyniki się powołuje, mówiąc o blisko 60 proc. krótszym okresie hospitalizacji ludzi z A/H1N1.

Channel 4 i "British Medical Journal" wzięli pod lupę te wyniki. Okazało się, że również brytyjska służba zdrowia (National Health Service) już w lipcu zwróciła się do grupy naukowców zajmujących się weryfikowaniem takich naukowych danych - Cochrane Collaboration - by te wyniki sprawdzili. BMJ publikuje ich rezultaty. Cochrane zwrócił się do profesora Kaisera o udostępnienie danych. Kaiser odpowiedział jednak, że dokumentów potwierdzających skuteczność Tamiflu nie posiada - oddał je Roche.
Firma farmaceutyczna z naukowcami dokumentacją podzielić się nie chciała. Twierdzenia o 60 proc. skuteczności nie zostały więc zweryfikowane.

Wobec tego naukowcy z Cochrane musieli wyciągnąć jedyne możliwe w takiej sytuacji wnioski: - Nie znaleźliśmy żadnych przekonujących dowodów, że Tamiflu jakkolwiek wpływa na hospitalizację czy choroby płuc - oznajmił dr Tom Jefferson z Cochrane. Także redaktor naczelna "BMJ" dr Fiona Godlee mówi, że brak dokumentów, na które powołuje się Roche, pozostawia wiele wątpliwości co do skuteczności Tamiflu. - Myślę, że jesteśmy teraz w sytuacji, w której dowody na rzecz Tamiflu są dalekie od przekonujących - mówi Godlee, wzywając rządy do zwiększenia presji na firmę farmaceutyczną, która dzięki państwowym pieniądzom zarabia krocie. Tylko w tym roku, pisze Channel 4, Roche zarobi na Tamiflu ponad 1,5 miliarda funtów.

Źródło: tvn24.pl

8Oct/090

Kartele farmaceutyczne w natarciu

Na stronie Mirosława Dakowskiego pojawił się bardzo ciekawy zbiór linków m.in. do informacji na temat niszczenia niewygodnych lekarzy sprzeciwiających się toksycznym szczepieniom.

Materiał wręcz obowiązkowy ( poniżej fragmenty ):

Koncerny farmaceutyczne niszczą w każdy możliwy sposób lekarzy, którzy krytykują ich produkty, w tym także szczepionki.

Całkiem niedawno na światło dzienne wypłynął materiał potwierdzający fakt niszczenia lekarzy. Artykuły, do których odsyłam w linkach poniżej, mówią o ujawnieniu rozsyłanych przez duży koncern farmaceutyczny e-maili do jego popleczników, dotyczących zamiarów i planów wobec niewygodnych mu lekarzy. Ujawnienie nastąpiło w trakcie australijskiego procesu zbiorowego („class action”) przeciwko temuż koncernowi. Użyte przez nich zwroty to m.in. „zneutralizować”, „zdyskredytować” oraz „być może zajdzie potrzeba, by ich [lekarzy] odszukać i zniszczyć w miejscu ich zamieszkania”. Inną popularną metodą w USA jest wytaczanie procesów lekarzom krytykującym działanie koncernów, przykładowo kanadyjskiej autorce książki „Medical Mafia”.

Nagłe zgony lekarzy zajmujących się epidemiologią (oparte na ewidentnych faktach i uzasadnionych domysłach).

Media odnotowały fakt znacznej ilości – rzędu 100 – nagłych zgonów lekarzy i mikrobiologów badających tematy wirusów, epidemii i szczepionek w latach 2000-2009 (szereg artykułów dokumentujących ten temat jest możliwy do odnalezienia w wyszukiwarce Google na zapytanie „dead+scientists+microbiologists” – narzędzie znajduje ok. 550 tysięcy dokumentów).

Czy już wiecie, dlaczego lekarze milczą na temat szkodliwości szczepień? Boją się o swoje życie...

Źródło: newworldorder.com.pl

5Oct/093

Metamorfoza szczura korporacji

Odzyskałem wolność - mówi Krzysztof Owsiak, były przedstawiciel polskiej odnogi amerykańskiego koncernu farmaceutycznego.

- W 2006 roku "Gazeta Wyborcza" opisała, jak sprzedawcy firmy Roche ćwiczyli się w dociskaniu lekarzy, którzy nie przepisują "właściwych" leków. Zrobiliście sensację na cały kraj, w sumie słusznie, ale to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Czytając, nie wiedziałem: śmiać się czy płakać?

Śmiać się nie mogłem. Brzuch miałem taki, że ciężko mi było nawet oddychać. 120 kilogramów sfrustrowanego faceta. Bezradny kaszalot.

A płakać?

- Góralowi nie wypada, a góralem jestem po ojcu, który urodził się na Orawie. Nasz prapradziadek Maciej Klinowski był znanym zbójnikiem, służył Szwedom i napadał w czasie potopu na samego Jana Kazimierza. Przodkowie kochali wolność, niezależność i ja, od młodych lat, także to kocham.

Wychowuję się w Toruniu. Kończę "piątkę" - najlepszy ogólniak. Dobry w nauce, świetny z wuefu, granie na perkusji, pierwsze próby sił w aktorstwie. Na studia wybieram ochronę środowiska - modny kierunek. Po zajęciach daję płatne lekcje gry w tenisa. Trochę podróżuję, trochę eksperymentuję z aktorstwem. Jeszcze na studiach dorabiam się własnego lokum, i to w dobrej dzielnicy, na Wrzosach. Młody człowiek sukcesu.

Pierwszą stałą pracę znajduję bez trudu - z ogłoszenia w "Gazecie Praca". Wielki amerykański koncern farmaceutyczny otwiera przedstawicielstwo w Polsce. Jest rok 2002, jadę na pierwsze spotkanie. Testy psychologiczne, potem trochę matematyki i statystyki, wreszcie rozmowa. Drugi etap rekrutacji: miły, elegancki pan z działu Human Resources. Trzeci etap - szef regionalny przedstawia mnie zwierzchnikowi. Jestem przyjęty. Na początek dostaję niespełna 3 tysiące brutto.

Ale ludzie z mojego roku sprzedają w sklepach za 900 albo chodzą po domach jako akwizytorzy ubezpieczeń. Więc nie jest źle. To w końcu pierwsza praca. Wierzę, że szybko awansuję, i faktycznie tak jest. Zarabiam 3, 4, 6 tysięcy. Kupuję nowe garnitury, żona rodzi córkę, też podejmuje pracę w "sales", mamy willę. W 2005 roku jestem już przedstawicielem w linii specjalistycznej.

Co to znaczy?

- Nie obsługuje się lekarzy ogólnych, ale specjalistów. W moim wypadku neurologów i onkologów. Tu się operuje drogimi lekami. Dużymi prezentami. Tu się dużo dzieje.

Coś zakazanego?

- Od strony prawnej nic albo prawie nic. Nie dajemy pieniędzy w kopertach. Są inne metody - fundujemy szkolenia na egzotycznych wyspach. Jak lekarz wróci opalony, z pamiątkami w walizce, będzie wdzięczny. Wdzięczność to klucz do wypisywania recept.

Presja jest dźwignią. Tuż przed wycieczką można przecież lekarza skreślić z listy. Albo nie zaoferować kolejnej eskapady - w jeszcze ciekawsze miejsce. Jest cały repertuar chwytów, do których nikt się wam nie przyzna.

Na przykład...

- Oczernianie produktów konkurencji. Wchodzisz do gabinetu i widzisz, że lekarz ma długopis z logo jakiejś firmy. Rzucasz uwagę o tym, że w amerykańskiej prasie pojawił się artykuł na temat szkodliwości ich preparatu, nazwijmy go X. Że się artykuł pojawił, może być prawdą. Nic to przecież nie znaczy. Koncerny bez przerwy wpływają na dziennikarzy - tak jak my, repy, na lekarzy. Chodzi o zasianie wątpliwości, o to, by cień podejrzenia padł na preparat X i jego producenta.

Kolejna sprawa: rozsiewanie plotek o skutkach ubocznych leków konkurencji. Taką, nazwijmy to, pracę, można wykonać wszędzie - nie tylko w gabinecie lekarskim. W poczekalni reprezentant daje recepcjonistce gustowny notesik i opowiada historyjkę o tym, jak to jego babci zrobiło się słabo po zażyciu specyfiku Y. Zemdlała i mało ze schodów tramwaju nie wypadła wprost pod nadjeżdżający samochód. Im barwniejsza historia, tym szerzej się poniesie. Najlepiej opowiadać głośno między starszymi kolejkowiczami pod gabinetem. Mają czas, żeby słuchać, a leki i leczenie są ich ulubionym tematem.

Ale to wszystko to jeszcze małe miki. Zawsze mogę się wybronić: "Ja tylko powtarzam plotki". Problem się robi, kiedy trzeba przedstawić lekarzowi nagięte wyniki badań. Czyli zamiast wykresu ilustrującego działanie leku, który sprzedajemy, przykładowo pokazuję wykres dla samej substancji czynnej tego leku. Naturalnie wygląda to dużo lepiej, niż gdybym pokazał uczciwie - dla tabletki jako całości. A jeszcze do tego obok mam wykresik porównawczy leku konkurencji. Już leku, a nie elementu czynnego. Tamci wypadają gorzej, a ja rozmowę prowadzę tak, by doktor nie zauważył szczególików.

Szefowie o tym wiedzą?

- Moim zdaniem tak. Ale każdy reprezentant kręci lody na własną rękę. Dyrekcja zapewnia szkolenia z zakresu etycznej sprzedaży i ma ręce czyste. Mało tego, szef kontroluje nawet prawidłowość przebiegu wizyty na miejscu. Idzie do gabinetu z repem. Patrzy na wszystko. Preferowany styl - ugrzeczniony robot. Ubiór - żadnych krzykliwych krawatów, przedstawicielki tylko w garsonkach, buty muszą zakrywać palce stóp, kolczyki wyłącznie do określonej wielkości. Wygłaszane teksty - zgodnie z zatwierdzoną przez koncern formułką. Żadnych własnych komentarzy, szef wychwytuje każde odejście od wypracowanego za tyle tysięcy dolarów standardu.

Tak wygląda powłoka.

A wewnątrz: twarda jazda. Liczba recept na twój lek, które wpływają do aptek, musi rosnąć. I tutaj też są przewałki.

A konkretnie?

- Repa rozlicza się z zamówień, jakie apteki składają w hurtowni na "jego" lek. Gdy mamy przykładowo aptekę sieciową, z punktami sprzedaży w całym kraju, a siedzibą sieci w województwie pomorskim, to ona zamawia w jednej - pomorskiej - hurtowni leki na pół Polski. Rep z pomorskiego obsługujący taką aptekę ma megawynik. Kłopot w tym, że musi ukryć, przynajmniej przed kolegami, jak to się odbywa, bo musiałby się tym wynikiem podzielić. Musi wejść w układ z apteką, aby się nie wydało. By informacja o tym, na jaki teren idzie ta sprzedaż, nie przeciekła do koncernu. Sza! Zresztą firma jest najmniej zainteresowana dochodzeniem prawdy w takiej sytuacji. Przeciwnie. To u innych repów zaczynają się schody: on mógł zrobić taki wynik, a wy nie?! Im więcej człowiek wie o koncernie, tym mocniej go to wszystko uwiera. Ale czara goryczy się wypełnia.

W pana przypadku...

- Zaczęło się od kryzysu w Ameryce. Centrala koncernu musi zwalniać ludzi. Tną po peryferiach. Na przykład Polska, Węgry... Z dnia na dzień znika jeden kolega, potem drugi. Zwalniają mojego szefa - jednego z nielicznych, który pozwalał na jakąkolwiek inicjatywę, zdradzał minimalny luz. Nowa szefowa mówi mi, że mam nieodpowiednią fryzurę. Włosy o sześć centymetrów za długie - wyliczyła sobie. Ścinam. Kierownik naszej floty samochodowej, ponad 50-letni, z 16-letnim stażem w firmie, trafia na bruk razem z żoną.

Zwolnionych zastępują tańsi. Kiedyś repami byli wyłącznie ludzie po studiach medycznych, potem po biologii, farmacji, naukach pokrewnych. To mój zaciąg. Później brali już sprzedawców z jakimkolwiek wykształceniem wyższym. W końcu biorą tych, co wcześniej mieli wyniki w sprzedawaniu smalcu albo zupek w kostce.

Boi się pan zwolnienia?

- Tak. Wszyscy się w firmie boimy. Po pracy pijemy, żeby odreagować, ale to picie na smutno. Niektórzy biorą narkotyki. Ja jem. Żona jest przerażona. Niedawno miała w łóżku instruktora tenisa, teraz ma stukilowy baleron.

Ile pan właściwie ma lat?

- 29. A jestem już w stanie "nic mi się nie chce". Robotę wykonuję automatycznie, waga dochodzi do 120. Kiedyś kontrolowałem swoje życie i było mi z tym dobrze. Teraz dryfuję. Mam do siebie pretensje dosłownie o wszystko, najdrobniejsze rzeczy mnie irytują, a już szczególnie okładki czasopisma "Men's Health", gdzie wysportowani modele prezentują kaloryfery na brzuchu.

Żona pociesza, przytula?

- Raczej przy mnie cierpi. Po porodzie idzie na urlop macierzyński. Mówi, że trudno jej się przy mnie wyspać, bo chrapię od bezdechu. Prosi, żebym się opanował. Kiedy rozmowy nie pomagają, pisze do mnie listy i zostawia na stole. Pyta w nich, czy chcę się sam wpędzić do grobu.

I co pan odpowiada?

- Nic. Też cierpię. Wszystko mnie boli, trudno nawet zawiązać sznurowadła. Kiedy tak oglądam siebie w lustrze w przedpokoju, pochylonego nad butem i zlanego potem, mówię: dosyć!

Od następnego dnia obcinam jedzenie o połowę. Żegnam się z firmą. Zakładam restaurację ze zdrową żywnością.

Dlaczego akurat to?

- Bo czytam teraz o fitnessie, o zdrowym żarciu, o zrzucaniu wagi. Więc w takim biznesie mogę robić to, co mnie interesuje. Do tego nosić włosy, jakie chcę, mówić własnym językiem. No i wreszcie chudnę, chudnę, chudnę...

Niech pan powie szczerze... rzucił pan ten koncern czy już chcieli pana zwolnić?

- Wybór był mój. Dokładnie tak się to odbyło, że zapowiedziałem w firmie kilkumiesięczny urlop na podratowanie zdrowia. Wiedziałem, czym grozi taki ruch, i się nie pomyliłem. Przysłali mi pisemko: "pracodawca nie jest z Pana zadowolony". Przynajmniej musieli dać odprawę.

Opłaciło się?

- Nie było łatwo wstać na nogi po latach totalnej, uzależniającej pracy. Firma to pieniądze, ale też znajomi, tematy do rozmów, adrenalina. Nawet w ciężkim kryzysie byliśmy ze sobą mocno związani. Odchodzisz - wpadasz w pustkę. Trzeba odbudowywać życie. A zacząć najlepiej od siebie samego.

Poszedłem na siłownię, wróciłem do tenisa, staram się coraz więcej być z dziećmi. Nie idzie wcale łatwo, ale z miesiąca na miesiąc czuję, że coraz więcej mi się chce, że wraca zapomniana energia. Zrzuciłem prawie 30 kilo. Zaczyna mnie wciągać życie rodzinne: spacery, rowery, o czymś sensownym rozmawiamy.

Dawne znajomości?

- Widujemy się. Koledzy patrzą, co z tego będzie. Jedni gratulują odwagi, ale tak z nutką bolesnej zazdrości, inni czekają, aż skończą mi się odłożone pieniądze.

Restauracja nie zarabia na siebie?

- Jeszcze nie. Ale wierzę, że sobie poradzę. Bo odzyskałem wolność, siłę i wiarę w siebie.

Źródło: wyborcza.pl

Filed under: Farmaceutyka 3 Comments
3Sep/094

Rekordowa kara dla koncernu Pfizer

PfizerAmerykański rząd ukarał koncern farmaceutyczny Pfizer rekordową karą 2 miliardów 300 milionów dolarów. Federalni prokuratorzy określili tę firmę mianem notorycznego oszusta.

Rząd oskarżył koncern Pfizer o nielegalne praktyki marketingowe dotyczące 13 leków. Są wśród nich wycofany ze sprzedaży środek przeciwbólowy Bextra oraz takie specyfiki jak Viagra, Zoloft i Lipitor. Przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości zarzucili firmie Pfizer, że promowała swoje leki zapraszając lekarzy do luksusowych ośrodków na rzekome szkolenia, podczas których fundowano im miedzy innymi grę w golfa, masaże i wycieczki.

Podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie, federalni prokuratorzy nazwali firmę Pfizer notorycznym przestępcą. Przypomnieli, że w ciągu ostatniej dekady koncern ten ukarano już czterokrotnie za niedozwolone praktyki marketingowe.

Pfizer odrzucił większość oskarżeń uznając jedynie zarzut kryminalny dotyczący Bextry. By uniknąć postępowania prokuratorskiego koncern zgodził się jednak zapłacić grzywnę w wysokości 2,3 miliarda dolarów - największą w historii przemysłu farmaceutycznego. Pfizer został również zobowiązany do informowania na swojej stronie internetowej o wszelkich przypadkach wynagradzania lekarzy, nawet jeśli miało ono postać refundacji kosztów podróży czy innych wydatków.

Źródło: onet.pl

Filed under: Farmaceutyka 4 Comments
21Aug/091

Kolejne ofiary Tamiflu

TamifluPonad 600 tys. Brytyjczyków, którzy leczyli się na świńską grypę, jest narażona na udar. Ryzyko dotyczy osób, które jednocześnie zażywały Tamiflu i lek na rozrzedzenie krwi.

Te dwa medykamenty wchodzą w interakcję, zwiększając ryzyko krwotoku, a co za tym idzie – udaru. Jak podaje "Daily Mail", zeszłej nocy jeden z ekspertów zauważył, że osoby, które otrzymują Tamiflu dzwoniąc pod nr infolinii przeznaczonej dla osób zagrożonych lub chorych na świńską grypę, nie są informowane o skutkach ubocznych Tamiflu ani interakcjach tego leku z innymi.

Agencja wydająca certyfikaty lekom (The Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency) otrzymała 418 raportów z informacjami o przypadkach negatywnych reakcji na Tamiflu, w tym dwóch śmiertelnych. Wśród nich 12 dotyczyło interakcji z lekiem na rozrzedzenie krwi, warfarinem.

To nie jest pierwszy kontrowersyjny przypadek stosowania Tamiflu. W zeszłym tygodniu naukowcy z Oxford poradzili rodzicom, aby nie podawali dzieciom leku na świńską grypę, ponieważ przynosi on więcej szkody niż pożytku. Wg innych badań Tamiflu przyczynia się do bólów brzucha, biegunki i koszmarów nocnych u dzieci.

Tamiflu można otrzymać dzwoniąc pod nr infolinii o świńskiej grypie, która jest obsługiwana przez osoby bez medycznego przeszkolenia. Wystarczy odpowiedzieć na kilka pytań i można dostać lek. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach w taki sposób rozdano więcej niż 500 tys. opakowań Tamiflu.

Źródło: WP.pl

Filed under: A/H1N1, Farmaceutyka 1 Comment