O klęsce globalnego ocieplenia
W brutalnym świecie waszyngtońskiej polityki lobbyści powtarzają, że jeżeli nie zaproszono cię do stołu, to pewnie jesteś już w karcie dań.
Tę zasadę można jednak odwrócić: strach jest zostać przy stole, od którego w popłochu odchodzą inni. Nic dziwnego, że wielkie firmy jedna za drugą wycofują swoje poparcie dla programu walki z ociepleniem.
Nikt nie chce, aby jego logo było obok ośmieszanych organizacji ekologicznych. Gorzej, że razem z finansowaniem nierzetelnych badań, przepadają pieniądze na uczciwie prowadzone programy ochrony środowiska.
Lodowce nie spłyną
W dniu, w którym prezydent Barack Obama składał w Kongresie projekt pomocy dla elektrowni atomowych kosztem wyższych podatków dla producentów węgla i ropy naftowej, trzy kolejne firmy wycofały się z koalicji klimatycznej (USCAP) – największej amerykańskiej organizacji finansującej ekolobbing w Waszyngtonie. Od afery Climategate i ujawnienia manipulacji danymi naukowymi wycofało się już kilkanaście firm. Najmocniej dotknięty został Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), który stracił nie tylko wsparcie finansowe, ale też zaplecze naukowe. Szereg uczelni odmówiło dalszej współpracy.
Rezygnacja w zeszłym tygodniu BP, Caterpillar i ConocoPhillips była jednak szczególnie dotkliwa. To wielkie korporacje, bardzo wrażliwe na zmiany klimatu politycznego. Jeżeli czują, że program skazany jest na porażkę, natychmiast wycofują swoje poparcie w obawie, żeby nie narazić się w przyszłości jego przeciwnikom. W tym wypadku republikanom, którzy jesienne wybory do Kongresu mają już w kieszeni.
Innych podobnych sygnałów nie brakowało w ostatnich tygodniach. Zaczęło się od himalajskich lodowców, które – jak ujawniono – wbrew zapewnieniom IPCC nie spłyną za 15 lat, ani nawet za 300 lat. Potem okazało się, że informacja o 40 proc. Amazonii, które miało zniknąć w wyniku globalnego ocieplenia, to efekt przypadkowych obserwacji grupy ekologów z World Wildlife Fund (warto o tym pamiętać przy odpisywaniu 1 proc. z podatków), którzy pomylili wycinkę drzew z erozją dżungli.
Wody pitnej nie zabraknie
Do niedawna IPCC ostrzegało nas, że w wyniku ocieplenia i topienia lodowców w 2085 roku 4,5 miliarda ludzi będzie pozbawionych wody pitnej. Te same dane po kolejnym przeliczeniu wykazały, że nie ubędzie, ale przybędzie wody pitnej i to 6 miliardom ludzi.
Natura jakby się zmówiła na ekologów. Mniejsza o zimę stulecia, ale po przeliczeniu anomalii pogodowych okazało się, że liczba kataklizmów (takich jak huragan Katrina) maleje zamiast rosnąć. Holandia, która według IPCC w 55 proc. byłaby już pod wodą gdyby nie system umocnień, w rzeczywistości jest w 26 proc. poniżej poziomu morza i to nie zmienia się od lat.
Największy cios zielonym zadał jednak Phil Jones. Ten sam profesor z Uniwersytetu Wschodniej Anglii, który za swoje zmanipulowane badania dostał fundusze równe budżetowi tonących Malediwów. W wywiadzie dla BBC Jones przyznał, że przez ostatnie 15 lat nie było znaczących wahań temperatury na ziemi. Ostatnia fala ocieplenia skończyła się w 1998 i trwała od 1976 roku. Teraz czeka nas stopniowe wychłodzenie.
Natychmiast wykorzystał to senator James Inhofe z Oklahomy. Razem z doradcami zbudował przed Kongresem igloo z transparentem. „Nowy dom Gore’a”. Niewybredna aluzja do byłego wiceprezydenta Alberta Gore’a, który za swoją kampanię straszenia ociepleniem otrzymał Nagrodę Nobla.
Jones przyznał też, że podobne ocieplenia zdarzały się wcześniej. Ostatnie mieliśmy w latach 1860 – 1880, 1910 – 1940. A dwa wcześniejsze ocieplenia około 800 roku i 1300 roku były nawet cieplejsze od nowożytnych. Najwyraźniej klimat obojętny był na ekologiczny styl życia naszych praprzodków.
Podobnie zresztą jak wody wokół Borneo. IPCC przestrzegało, że w wyniku ocieplenia na wyspie wkrótce zaniknie życie. Uczeni odnaleźli zapiski chińskich podróżników i okazało się, że temperatura mórz wokół Borneo nie zmieniła się od wczesnego średniowiecza.
Chavez uratuje atmosferę?
W lutym mija termin składania przez państwa dobrowolnych zobowiązań redukcji gazów cieplarnianych. 90 państw (Polska zgłosiła propozycje wcześniej) zgodnie z kopenhaskimi ustaleniami złożyło wstępne deklaracje. Trudno się czasem zorientować, na ile są to twarde postanowienia, a na ile liczby rzucone ekologom na pożarcie. Jeżeli zsumujemy nawet te najbardziej ambitne plany, to zobaczymy, że nie spełniają one założeń Kopenhagi. Zamiast zapowiadanej redukcji emisji dwutlenku węgla o 9,2 miliarda ton rocznie, dziś mowa jest już tylko o 5 miliardach.
W kontekście zrewidowanych danych naukowych dotyczących globalnego ocieplenia może i nie byłoby to jeszcze wielkim problemem. Gorzej, że przy okazji wycofywane są fundusze na całkiem rozsądne programy – jak choćby na tworzenie zastępczych miejsc pracy dla rodzin żyjących z wycinki lasów podzwrotnikowych. Także na oczyszczalnie rzek i jezior w środkowych Chinach i w Indiach.
Do niedawna rygorystyczne przepisy środowiskowe w rozwijających się Brazylii i Indonezji znowu wymykają się spod kontroli. Wycinka amazońskiej dżungli przyśpiesza. Coraz trudniej jest przekonać firmy do aktywnego wspierania programów ochrony środowiska w krajach rozwijających się. A im mniejszy popyt na nową technologię, tym też mniejsze zainteresowanie jej rozwojem w wysoko uprzemysłowionych Niemczech czy Stanach Zjednoczonych.
Na stronach organizacji walczących z ociepleniem dużą popularnością cieszy się dziś wideo Hugo Chaveza z Kopenhagi. Kultowe już przemówienie o ratowaniu atmosfery przez niszczenie trującego amerykańskiego imperializmu. Ciekawe, ile imperialistycznych firm skusi się, aby obok umieścić swoje logo?
Autor: Tomasz Wróblewski
Źródło: rp.pl
Rosjanie ujawniają oszustwa brytyjskich naukowców
Brytyjski „Daily Telegraph" donosi o kolejnym skandalu kompromitującym naukowców forsujących teorię o wpływie człowieka na globalne ocieplenie
Gazeta powołuje się na raport moskiewskiego Instytutu Analiz Ekonomicznych (IAE), w którym rosyjscy eksperci ujawniają, że brytyjscy klimatolodzy z pobudek ideologicznych manipulowali danymi.
Sprawa jest o tyle poważana, że dotyczy prestiżowego Hadley Center for Climate Change (HadCRUT) działającego przy Brytyjskim Biurze Meteorologicznym. Centrum to ma wielki wpływ na kształtowanie polityki Londynu w kwestii globalnego ocieplenia. A jego głośny raport na temat wzrostu średnich temperatur na całym świecie używany jest przez zwolenników tezy o globalnym ociepleniu jako koronny argument na konferencji w Kopenhadze.
Jak tymczasem ujawniają Rosjanie, Brytyjczycy sfabrykowali przesyłane im z Rosji dane dotyczące średnich temperatur na terenie tego kraju. Stało się tak, gdyż nie potwierdziły one założonej z góry teorii o tym, że klimat się ociepla. W efekcie, w swoich wyliczeniach klimatolodzy z Wysp wykorzystali dane z zaledwie 25 proc. rosyjskich stacji meteo – przede wszystkim z silnie zurbanizowanych i uprzemysłowionych regionów.
W ten sposób 40 proc. terenów Rosji, największego państwa na świecie, nie zostało ujęte w sporządzonych przez HadCRUT statystykach globalnego wzrostu temperatur, co mogło poważnie je wypaczyć. Nieuwzględniono danych m.in. z Syberii i innych regionów, na których w ostatnich latach XX wieku i pierwszych XXI nie odnotowano poważniejszych objawów ocieplenia.
Jeżeli – konkludują Rosjanie – Brytyjczycy z podobną dezynwolturą traktowali dane przesyłane im z innych krajów, cały ich raport należy wyrzucić do kosza i obliczenia zacząć od nowa. Jak pisze „Daily Telegraph", to może być kolejny dowód na to, że działacze ekologiczni i naukowcy opierają się na zmanipulowanych danych.
Źródło: Rzeczpospolita
Lord Monckton kontra Greenpeace
Lord Christopher Monckton odkrywa całą obłudę działaczy Greenpeace na szczycie w Kopenhadze.
Gwiazdowski na temat ograniczania CO2
Robert Gwiazdowski w programie Bronisława Wildsteina.
Janusz Korwin-Mikke o konferencji klimatycznej
W Kopenhadze zebrał się tłumek cwaniaków - i jeszcze większy tłum idiotów. Tych, co wierzą tym cwaniakom.
Cwaniacy - to ci, którzy robią pieniądze na "walce z GLOBalnym OCIepleniem". Są to OGROMNE pieniądze. Setki miliardów wydane w gotówce - i biliony strat poniesionych przez mieszkańców krajów rządzonych przez te hieny.
Skąd będą pochodziły te pieniądze? Z naszych kieszeni, oczywiście. W ciągu kilku lat cena elektryczności pójdzie w górę o 60 proc. - bo te sk***ysyny muszą się nakraść. Sam p. Albert A. Gore jr. zarabia na "handlu nadwyżkami CO2" 100 mln dol. rocznie, więc bardzo Mu zależy, by ten handel trwał - i się rozwijał. Jest kompletnie obojętne, kto to CO2 sprzedaje, a kto kupuje - ważne, by cwaniacy zarobili.
Oczywiście zarabia wiele innych osób. Ktoś produkuje specjalne, bardzo kosztowne urządzenia mające powstrzymać wydzielanie CO2 do atmosfery. Oczywiście, po "zatrzymaniu" CO2 się do atmosfery z powrotem wypuści - bo gdzie to trzymać? Chodzi o to, by zamówić te kosztowne urządzenia.
Dużo ludzi na tym zarobi. Naszym kosztem.
A reszta tych hien z Kopenhagi - to idioci, którzy wierzą, że działanie ludzi powoduje GLOBCIO. GLOBCIO, które przyniesie ka-ta-stro-fal-ne skutki. Wyginie roślinność, wyschnie Sahara, zaleje Wielkie Jezioro Słone, a oceany się podniosą i będzie Nowy Potop.
Żeby w to uwierzyć, trzeba być ostatnim nieukiem.
Lody Antarktydy mają temperaturę od -20°C do -60°C - i po podgrzaniu do -15°C lub -55°C raczej się nie roztopią. Lody z bieguna północnego, jeśli się roztopią, to zgodnie z prawem Archimedesa (jeśli zapomnieli Państwo - to spytajcie swoich dzieci!) nie podniosą poziomu wód nawet o ułamek milimetra. Gdyby temperatura istotnie podniosła się o 5°C (co byłoby dla Polski "tragedią": mielibyśmy klimat jak we Włoszech...), to większa niż dziś część wód z oceanów fruwałaby w postaci pary - więc ich poziom powinien nawet opaść.
Zrozumcie Państwo: to WSZYSTKO są bzdury! IM chodzi tylko o wyciągnięcie z nas pieniędzy. Zmarnują 100 miliardów - ale 10 miliardów ukradną. I o to IM chodzi.
Chiny, Indie i - o dziwo - USA (mimo nowego Czerwonego kierownictwa!) nie wzięły w tym szaleństwie udziału - a więc chińskie produkty staną się jeszcze tańsze w stosunku do naszych, obciążonych wyższymi kosztami energii. Najprawdopodobniej wszystkie kraje UE pójdą z torbami - ale ONI wyniosą z tego pełne torby złota.
Najśmieszniejsze, że GLOBCIO - bo GLOBCIO, choć niepowodowane przez człowieka, istnieje - jest bardzo korzystne. Rośliny potrzebują CO2 i ciepła, roztopienie Oceanu Lodowatego pozwoli włączyć do gospodarki północną Syberię i północ Kanady - a statki będą mogły pływać między obydwoma kontynentami. Budowlańcy mogą pracować cały rok - więc bezrobocie zimą jest znacznie niższe, mniej zużywamy na ogrzewanie, więc więcej możemy wydać na np. buty czy kiełbasę...
Same korzyści!
A te hieny chcą z tym "walczyć".
Na szczęście ta "walka" nic nie da. Wpływ działań ludzi na klimat jest żaden: jedno zaćmienie Słońca przez 10 minut powoduje większe zmiany temperatury Ziemi niż 500 lat pracy wszystkich fabryk! My na Ziemi odgrywamy taką samą rolę, jak mrówki w naszej gospodarce...
...czyli żadną. Jesteśmy pryszczem na powierzchni Ziemi.
Czy Państwo zdają sobie sprawę, że WSZYSTKO, co ludzkość wytworzyła, od piramid egipskich po Burj Dubai, po sprasowaniu zmieściłoby się w pudełku 5 km × 5 km × 5 km? Jeszcze prawie połowa zostałaby pusta!!! Np. wszyscy ludzie (razem z CO2 w płucach...) zajęliby 1/400 (0,25 proc.) objętości tego pudełka.
Nas jest mało. Ale to my sfinansujemy miliardy dla tych oszustów!
Źródło: interia.pl
Cenzura na Konferencji Klimatycznej w Kopenhadze
Na briefingu prasowym Konferencji Klimatycznej w Kopenhadze dziennikarzowi, który zadał niewygodne pytania dotyczące afery "Climate Gate", najpierw próbowano odebrać mikrofon, a następnie by powstrzymać kolejne pytania wezwano ochronę ONZ.
UN Security Stops Journalist’s Questions About ClimateGate
Załadowane przez: Waldek1984. - Gorące wiadomości